UWAGA!
To jest archiwlama strona Gminy Słubice. Nowa, aktualna strona znajduje się pod adresem: www.slubice.pl

UWAGA!
To jest archiwlama strona Gminy Słubice. Nowa, aktualna strona znajduje się pod adresem: www.slubice.pl
Tlumaczenie realizowane za pomoca translatora, Gmina Słubice nie odpowiada za treść tłumaczenia.

Kalendarz imprez


Straż Miejska w Słubicach Mapa Gminy Słubice Mapa Słubice-Frankfurt Konsultacje społeczne Zespół Administracyjny Oświaty Słubicki Miejski Ośrodek Kultury Słubicki Ośrodek Sportu i Rekreacji Sp. z o. o. Miejski Klub Sportowy Polonia Biblioteka Collegium Polonicum Ośrodek Pomocy Społecznej Zakład Administracji Mieniem Komunalnym Przedsiębiorstwo Usług Komunalnym Zakład Usług Wodno-Ściekowych Lubuska Niebieska Tarcza

Pani Helena kończy 100 lat!

W sobotę 21 grudnia, z okazji 100.urodzin Heleny Nowak, w klubie Witkacy w Słubicach, spotkają się jej bliscy, a także przedstawiciele gminy. Burmistrz Mariusz Olejniczak i kierowniczka Urzędu Stanu Cywilnego Alicja Cieślak wybierają się tam między innymi z urodzinowym tortem i szampanem. Bo jest co świętować!

Panią Helenę z domu Kwiecińską, znają niemal wszyscy w Golicach. Mieszkała tam od 1963 roku. Gdy wiek już nie pozwalał przeniosła się do córki w Słubicach. Na urodzinowe przyjęcie przyjedzie 60 osób.

Historia spisana przez wnuka

Część historii życia babci spisał piętnaście lat temu Tomasz Nowak, jeden z dwunastu wnuków pani Heleny. Doczekała się też 21 prawnuków. Najstarszy ma 23 lata, najmłodszy – 11 miesięcy. Jest więc o czym opowiadać i co wspominać podczas rodzinnych spotkań. - Mama zawsze była blisko nas wszystkich – mówi Jan Nowak, syn pani Heleny. – Z dzieciństwa pamiętam, jak czytała z nami książki. Wszystkie najważniejsze książki dzięki niej poznaliśmy. Urodziła siedmioro dzieci, dwoje zmarło. Dziś jest nas czworo. Mama tak jak kiedyś, tak i teraz, żyje naszymi sprawami. Zawsze tak było. Całe życie o nas dbała i się troszczyła – wspomina pan Jan.

Rodzina pani Heleny przyjechała na Ziemie Odzyskane w 1947 roku. Zamieszkali najpierw w Pamięcinie, a w 1963 roku przenieśli się do Golic. Kupili tam dom i 10 hektarów ziemi. Ojciec pani Heleny był w Golicach sołtysem. Ona sama po wyjściu za mąż zajmowała się domem i wiejską zagrodą, ale też udzielała się w kole gospodyń wiejskich. - Mama miała duże doświadczenie, bo w czasie wojny pracowała u Niemców, gdzie zajmowała się m.in. ogrodem, robiła zaprawy – opowiada pan Jan.

Wspomnienia pani Heleny z czasów wojny spisał syn pana Jana, Tomasz, gdy był uczniem Zespołu Szkół Ekonomiczno-Rolniczych. Babcia była dumna z niego wtedy i jest też dziś. Tomasz skończył medycynę, jest kardiologiem w szczecińskim szpitalu. Gdy Tomasz zaczął spisywać losy babci też poczuł dumę. Dowiedział się wtedy, że gdy miała niewiele ponad 20 lat podjęła trudną decyzję, chcąc chronić swoją 16-letnią siostrę Sabinkę. Był rok 1941. Pani Helena mieszkała z rodzicami i sześciorgiem rodzeństwa w Żdżarach koło Konina. Pewnego dnia do jej rodzinnego domu przyszedł sołtys i przyniósł informację, że jedna osoba z rodziny musi jechać na roboty do Niemiec. Sołtys wytypował 16-letnią Sabinkę. Wtedy pani Helena zdecydowała, że skoro ona jest starsza, dla niej rozłąka z domem rodzinnym będzie łatwiejsza do zniesienia.

22 kwietnia 1941 roku na dworcu kolejowym w Koninie zebrali się wszyscy ludzie z okolicy zmuszeni do pracy w Niemczech. Wśród nich młodziutka pani Helena. Wsadzili ich do pociągu, który okrężną drogą jechał 7 dni do Zagłębia Ruhry. Tam pani Helena trafiła do Emila Zimmermanna, rolnika z Hollzen, w powiecie Iserlohn. Pracowała u niego od świtu do wieczora, nie dostając za to żadnej zapłaty. Tylko jedzenie i robocze ubranie. Spotkało ją tam jednak też coś dobrego. W Niemczech poznała swojego przyszłego męża Jana. Tak jak ona był na robotach. Tam zastał ich koniec wojny. Gdy alianci zajęli powiat Iserlohn pracowników przymusowych umieszczono w obozie przejściowym, gdzie przebywało 6 tys. Polaków. Mieli tam bezpiecznie czekać na transport do kraju. Czekali pięć miesięcy.

Powrót do domu

Gdy nadszedł upragniony moment każdy z przymusowych robotników dostał propozycję. Mógł zostać w Niemczech. Pani Helena chciała do domu. Do Polski. Wraz ze swoim narzeczonym postanowili, że przed powrotem, wezmą ślub z obawy, że w zrujnowanej wojną Polsce, mogą napotkać trudności. Pobrali się 23 października 1945 roku w Dortmundzie. Krótko po tym ruszyli do ojczyzny.

Najpierw siedem dni jechali do Szczecina, potem całą dobę czekali na pociąg do Poznania. Stamtąd pojechali do Żdżar koło Konina, do jej domu. Pani Helena wyznała wnuczkowi, że z tej podróży najbardziej utkwił jej w pamięci moment, gdy z mężem przechodzili przez Bramę Brandenburską do Berlina Wschodniego. Grała wtedy orkiestra, a ona czuła, że dom jest już bardzo blisko.

Radość, gdy stanęła w progu rodzinnego domu, była nie do opisania. Rodzina nic nie wiedziała o jej powrocie, ani o tym, że wyszła za mąż. Oboje z mężem po wojnie pracowali w gospodarstwie. 23 września 1946 roku urodził się im pierwszy syn. W domu zrobiło się ciasno dlatego zdecydowali, że wyjadą na Ziemie Odzyskane. Wybór padł na wieś Pamięcin. W kwietniu 1947 roku objęli 8-hektarowe gospodarstwo i zamieszkali w adoptowanym dwupokojowym domu. W kolejnych latach urodziło się im jeszcze sześcioro dzieci dlatego w 1963 roku kupili dom i ziemię w Golicach i tu zaczęli gospodarzyć. - Tata był rolnikiem z krwi i kości, mama zajmowała się domem i całą zagrodą – wspomina pan Jan.

W 1992 roku owdowiała. Dzieci często z ust pani Heleny słyszą, że ma szczęśliwe życie. A oni są szczęśliwi, że jest przy nich tyle lat.

Autor: Beata Bielecka | 18 grudnia 2019

Wróć Drukuj

facebook google plus one